BOJAWIEMCO

WIERSZE:

CÓŻ PO POECIE

nigdy nie było czasów innych niż marne
ale dopiero w czasie po poezji cóż po poecie
kiedy to co zostaje ustanawia koniunktura

to co po byciu poetą w takim świecie
konkursy nagrody publikacje miejsce w jury
skromna kariera literacka przekłady
na języki może nie sława ale uznanie
żona dzieci etat w redakcji dział poezji

znaczy się zna się aha zapomniałem dodać oczywiście kiermasze i targi
gdzie się podpisuje w ramach utrzymywania kontaktu
z szarym czytelnikiem poezji bo poezja

w jego/jej życiu odgrywa niebagatelną rolę
przekartkuje może spojrzy na dwa trzy kawałki
i odstawia na półkę przecież od tego to jest

a mimo to w zebranych słowach poetów aż kipi
apoteozą poezji i wciąż jest dobrze póki poezja
znaczy się kultura ma się rozumieć samo przez się

twój wiersz jak krew między tobą nazwaniem a tym co jest
jak kładka nad chaosem podlana patosem
jak na najcieńszej wiatru gamie

po prostu daj rzeczy słowo najlepiej jak umiesz
a dalej niech się dzieje co chce


KOMPAS WEWNĘTRZNY

dla A. M.

Twój wewnętrzny kompas
zawsze wskazuje północ
nawet kiedy nie patrzysz

nawet kiedy twoje słowa zabijały raniły
tych z którymi było ci nie po drodze
kompas i waga

nawet kiedy historia zatacza się krzywym kołem
na to co budowałeś
na to w co wierzysz

twój kompas wewnętrzny
na wszelki wypadek
choć się nie opłaca

dostałeś go zanim na niego załsużyłeś
od boga w którego nie wierzysz
i co do grosza zapłaciłeś za ten dar

powiedz jak to jest
być żywym wierszem Herberta
Przesłanie Pana Cogito?

SAMOTNOŚĆ

    1. zimna jak deszcz
      oślizgła jak deszcz
      oblepiająca jak deszcz
      oślepiająca jak deszcz
      niewidzialna jak deszcz
      zabijająca jak deszcz

 

  1. nie deszcz
    zawieszenie w byciu w zawieszeniu
    w zawieszonym czasie
    w zardzewiałym powietrzu jakby polał kwasem
    w czekaniu na coścosię
    nic pięknego

    idzie się ulicą między ludźmi
    wtopiony w ich szarości doskonale osobno
    wchodzi się do metra staje się obok
    dojeżdża się do stacji Wrzeciono albo Wawrzyszew
    i wychodzi na powierzchnię
    pustą
    do tego nie potrzeba wyobraźni

    idzie się po schodach na niewiadome piętro
    ciężko i coraz ciężej i końca nie widać
    stalowej spirali a każdy stopień taki sam
    taki sam w tej klatce
    samego siebie sam na sam ze sobą sam dla siebie sam obok siebie sam przeciw sobie sam przy sobie sam przed sobą sam za sobą sam do siebie samego o sobie psalm

    nie wiem jak to powiedzieć
    to wszystko dzieje się w środku
    nic pięknego i nic strasznego
    w czasie zamieszkałym przez innych mieszkańców
    w cywilizowanym instant

  2. na pewno nie jak deszcz

    tak zajęta samą sobą
    że nie ma czasu na nic innego
    w nieustannym zabieganiu
    boi się przystanąć choć na chwilę
    żeby nie wypaść z siebie samej
    nie przyjmuje do wiadomości
    jakby musiała zdążyć na wczoraj
    kiedy było zupełnie inaczej
    kiedy miała czas dużo czasu
    a nie czas miał ją.

    byle szybciej znikąd do nikąd
    byle zejść sobie z drogi
    byle stracić się z oczu
    byle nie zauważyć przemykających obok
    wszystkich

    skąd to wiem?
    bo jestem taki sam
    jak wszyscy wokoło

    odbijają się ode mnie
    w lustrze
    a ja odbijam się od nich

    SZAROŚĆ

    pamięci zwykłego szarego człowieka

    twój kolor szarość miał tysiąc odcieni
    na sto sposobów mienił się bezkolorem

    towarzyszył ci z łagodną pewnością od-do
    od częściowych zwycięstw do niecałkowitych klęsk

    twój kolor szarość kolor mimikry
    i kolor nadziei w sam raz na naszą miarę

    wśród innych szarości
    jest całą gamą osobnych kolorów

    wśrod innych szarości
    jest kroplą w oceanie

    z innymi kropelkami
    to ocean

     

    OD WIERSZA

    idę od wiersza
    którego jeszcze nie ma

    od słowa do słowa
    od myśli do litery
    od dźwięku do oddechu

    idę od wiersza z pilną wiadomością
    o tym co właśnie zaszło
    w słowie w myśli w oddechu

    wiersz słucha milczy kiwa głową
    wychodzę z wiersza
    wiersz ze mnie wychodzi

     

    *      *      *

    Litery nie znikają papier nie płonie (zwłaszcza że komputer nie kartka)
    Co raz pomyślane już się nie odmyśli
    Co zanotowane jakoś ocaleje ktoś kiedyś odnajdzie i się pochyli

    Jeśli wpada w głęboką studnię całkowitego milczenia
    Wróci po czasie echo dalekiej odpowiedzi
    Po jakimś niewczasie może krótkim a może za długim

    Komuś coś przypomni komuś coś podpowie
    To się stanie samo już poza mną może beze mnie
    Ja przy tym nie muszę być

    I im szybciej nie będę tym lepiej dla mnie
    Bo czego nie powiedziałem
    A mam do powiedzenia choć jeszcze tego nie wiem

    Nie jest aż na tyle ważne że świat się zawali
    To raczej więcej wrzucania do studni
    Nienazbyt pięknej prawdy o sobie

     

    PAŃSTWA FASZYSTOWSKIE
    (z cyklu JAJO CZY KURA)

    państwo faszystowskie tworzy faszystowskie społeczeństwo.

     

    JESZCZE NIE

    Jeszcze nie –
    to na razie tylko informacje
    a nie  pisane na skórze fakty

    Jeszcze mnie nie dotyczą nie dotykają
    bezpośrednio
    jeszcze nie

    To zaledwie uczucie
    że pętla
    się zaciska

     

    ***

    biedni brulionowcy
    o kant dupy potłuc
    tę całą waszą prywatność
    gdy państwo znów się w nią wpierdala

     

    =====

    Po raz pierwszy od wielu, wielu lat coś co zapisałem podpisuję jako ja i nazywam wierszem. Nie chciałem tego, samo przyszło, wywołane ostatnią bluźnierczą modlitwą (bo przecież nie sposob tego nazwać piosenką) Leonarda Cohena, a bardziej jeszcze tym co się dzieje wokół. Próbowałem przerabiać, podmieniać słowa, poszczególne sylaby, łagodzić, nie dawało się. Po kilku dniach przełamałem się żeby to pokazać kilku znajomym — z ogromną obawą, że wołam: wilk, wilk! Okazało się, że mój strach współbrzmi z odczuciami wielu słuchaczy.

    PRZEWIDZENIE (trzy wiersze)

    WIERSZ PIERWSZY

    Nadchodzi czas ciemności.
    Bóg spuścił anioły z łańcucha.
    Cohen to wyczuł,
    wyszeptał-wykrzyczał i uciekł –

    że będą zabijać,
    że zagłodzą,
    że zeszmacą.

    Tak, to już było.
    Tak, to znowu wraca –

    Zabiją,
    zagłodzą,
    zeszmacą.

    Po czasie śmiechu drwiny
    idzie czas milczenia,
    oniemiałego krzyku –
    nim czas dobry dla poezji
    przyjdzie znów.

    Zwyczajny
    historyczny płodozmian.

    Co będzie ze mną?
    zabiją?
    zagłodzą?
    zeszmacą?

    Jakieś 3% zabiją
    i 7% zeszmacą
    20% zagłodzą
    a reszty to nie dotknie. 

    Dziesięcioro ocaleje
    żeby świat mógł istnieć dalej.

    WIERSZ DRUGI

    Przed ślepą ścianą
    tego co się wydarzy
    wiersz jest ledwie przeczuciem
    wiersz jest niepokojem

    Jest niebywałym
    niewyobrażalnym gwałtem wyobraźni
    jest wyznaniem wiary
    sobie samemu
    pomimo i na przekór
    tego co nieuchronne

    Jest tym wszystkim naraz
    i wszystkim z osobna
    i musiał się pojawić
    żeby nie wiem co

    I byłby tylko tym
    i niczym więcej
    gdyby nie ślepota
    która nie widzi
    nie chce widzieć
    ślepej ściany przed sobą
    i na to co nadciąga ćwierka
    jak na to co było dotąd

    Wiersz nie jest na to żadną radą
    wiersz jest na to tylko bezradnością

    WIERSZ TRZECI

    A po końcu świata
    jak już będzie po wszystkim
    ktoś znów zacznie od nowa
    ci co ocaleją
    podniosą się otrzepią spodnie i sumienia
    chwycą za pióra i śrubokręty
    i znów się zacznie zalizywanie
    ran w pamięci
    wspólnie cierpliwie
    aż do następnego razu

    *       *       *

    Powstrzymywanie
    Wstrzymanego oddechu
    Czekanie
    Na przetrzymanie!
    Gdy rzeczy niepowstrzymanie następują po sobie
    Jakby odrobinę wolniej niż należy
    Jakby przesunięte o ułamek
    W skrzywionym drwiąco czasie
    I złowroga nieuchronność
    Napina się
    Nim pęknie
    I wyleje się
    Nam na głowy

    Świat zgrzyta w posadach
    Jak wolno słuchać

    Chwila 

    (raczej szkic, notatka, niż skończony wiersz. Ociera sie chyba o coś ważnego, ale chyba już nic więcej z tym nie zrobię. Więc Bojawiemco.)

    W ramach pożegnań – może jeszcze zdołam
    kogoś spotkać, ledwie się otrzeć,
    zamienić parę słów. To nic nie zmieni,
    ale na chwilę da poczucie, że nie wszystko
    poszło na marne, że przez chwilę
    zaistniałem
    w czyjeś świadomości.

    *     *     *

                                                    dla E. C.

    I.

    To była tylko taka miła rozmowa
    (Nasze ścieżki są już udeptane
    I biegną równolegle)
    Z której mało co wyniknie

    Oboje jesteśmy już za starzy
    Na zachłyśnięcie się drugim człowiekiem
    I to że się do siebie uśmiechamy
    I tak jest nagrodą

    Mówimy w osobnych światach
    Żyjemy w osobnych językach
    Nic się nam nie złoży w sonet

    Poezja co to takiego
    To taka miła rozmowa
    Z której mało co wynika

    II.

    Jak to by było gdybyśmy się spotkali naprawdę?
    Musiałabyś mi opowiedzieć wszystko od początku do końca
    Objaśnić każde napisane słowo wytłumaczyć się z każdej litery
    A ja musiałbym cię słuchać i rozumieć
    Chcieć cię słuchać i próbować zrozumieć

    A potem na odwrót ja bym mówił a ty byś musiała cierpliwie wysłuchiwać
    Litanii porażek i niespełnień z może nie do końca udawaną wiarą
    Że to się jeszcze może zmienić

    Zajęło by to nam morze czasu albo by trwało mniej niż sekundę
    I dopiero potem zajęło by morze czasu
    W którym moglibyśmy wyglądać z ciekawością
    Tego co jeszcze mamy sobie do powiedzenia

    Sama wiesz oboje wiemy to niemożliwe

    Pożegnanie

    Człowiek który już odszedł odchodzi
    Jeszcze jeden krok dalej poza naszą troskę
    Zmieszaną z obojętnością w inną obojętność
    I w naszą gasnącą pamięć Wszyscy jesteśmy na to gotowi
    I przyjmujemy to za naturalne
    Nie otwiera się niespodziewana możliwość
    Ani dziura w ziemi ale ten zatrzymany w czasie moment
    Trwa już nazbyt długo Były człowiek
    Leży na łóżku już całkowicie poza tym poza
    Monitorem pokazującym ostatnie znaki życia
    My nic nie pokazujemy My tylko czekamy
    Myślimy o wszystkim innym żeby tylko
    O tym nie myśleć.

     

    Czekanie na wiersz

    i.
    nie uganiać się za słowami
    nie łapać się za słowa
    nie popędzać czekać
    aż się same poukładają

    nie popędzać czekać
    aż się poukładają
    nie popędzać wierzyć
    że się poukładają

    bo się poukładają
    tak jak miało być

    ii.
    ani to w tym ani w tamtym świecie
    gdzie się ciało w słowo wciela
    gdzie się w ciało słowo obleka

    wchodzi głęboko w ciało szeptu
    wchodzi głęboko w ciało krzyku
    wchodzi głęboko w ciało śpiewu

    i ostrym nożem się odcina
    od słów pochopnych bezcielesnych
    raniących ślepo i boleśnie

    o błogosłowione pisanie
    o zapisywanie nieopisania
    od niesłowa do słowa

    jest takie miejsce i są takie słowa
    gdzieś daleko w połowie drogi
    między słownikiem a duszą

    iii.
    Przyjdzie.
    Nie przyjdzie.
    Przyjdzie.

    A może nie przyjdzie?
    Nie przyjdzie.
    A może jednak…

    Nie.
    Na pewno nie przyjdzie.
    Już nigdy nie przyjdzie.

    I popatrz –
    nawet nie spostrzegłeś
    jak przyszedł.

    I teraz mówi tobą.
    Mówi z tobą.
    I mówi przez ciebie.


    ===================

    BOJAWIEMCO

    Gdzieś, jakoś, dawno temu, umarło we mnie pisanie wierszy, tj. świadome i celowe układanie słów w coś, co się nie daje inaczej wyrazić i zapisać inaczej niż w słupkach.  Z tym, że nic nie wyjdzie z moich nadziei-pragnień-ambicji bycia poetą − słyszanym, publikowanym, pogodziłem się bez żalu. A jednak od czasu do czasu, rzadko, słowa same do mnie przychodziły, zaskakiwały mnie albo uwodziły i wtedy wpisywałem je do komputera. Trzymałem je nie wiadomo po co w folderze nazwanym BOJAWIEMCO. Powinien mieć na końcu znak zapytania, ale znaku zapytania nie wolno używać przy nazywaniu folderów. Więc to było kategoryczne bojawiemco. Tu kopiuję niektóre jego kawałki. Po co? Bojawiem?

    Franek Wygoda
    _________________________________________________

     

    Kropla
    Rok
    Mimosen
    Ogród
    Love
    Pieśń Franciszka
    Odpowiedż Panu Cogito
    Huczą mi w uszach
    Państwa faszystowskie
    Fascist Nations
    Peloponesko
    ŹDŹBŁO

     Kropla

    po małej tłustej
          kropelce
    czas cieknie
          przez palce

    poczekaj – jeszcze
         nie pora jeszcze
                                                   nie twoja

    jeszcze zdążysz
                            się spóźnić
                                                    na samego siebie

    Rok 

    Czego nas uczy i czym nas uracza
    Czas najczystszych życzeń styczeń

    Czym nas uraczy i czego nauczy
    Luty czasoklasta luty 

    Może nas zmaże a może nie zauważy
    Stóż wymiotny marzec

     Kurewki w tawernie i ćmy cień
    Ciemny na ścianie tańczy kwiecień

     W kącie ściska się z majem i razem ruszają
    Ku czerwcowi przełamanemu
     W pół roku

    I dalej już z górki
    na pazurki

    Lipny lipiec z przyklejonym fałszywym uśmiechem
    Cierpki sierpień sierpki cierpień

     Wrzesiężny mięsień
    I post-paźlistopadzień

     I apiat’ to samo

    Mimosen

    mnie jest mniej więcej nie jest mniej więcej tycio-tycio
    tylko tyle a tyle tylko odtąd dotąd
    a cała reszta przepastna

    ja mimosnem tu zasnąłem i o sobie śnię miłośnie
    najprzepastniej zaśnięty i basta

    bardziej śnię niźli jestem bardziej niż mnie nie ma
    i bardziej niż przepastnie mniej niż by się chciało

    śnić ten sen być to bycie zapamiętać się na chwilę
    w sobie we śnie o sobie w sen o sobie się zasnąć

    Ogród

    Długi poemat (?), summa w trakcie, traktat (?) w procesie, nieskończony, zmienny. Nie wiem o czym. Czyżby o mnie?

    Prolog

    1.
    P
    różne
    poema
    bez
    duszne
    i insze
    na wierzbie
    gruszki

    2.
    Ogród
    co to
    to to
    ogrodzone wewnątrz
    odgrodzone od zewnątrz

    I.

    1.
    A do mojego – którędyż?

    2.
    A przez ciemność w ciemność po ciemku mijając w ciemności ciemność macając po omacku po drodze w ciemności na wyciągnięcie ręki i jeszcze na oko wykol na nagły całus na policzku mrozu palący i jeszcze wgłąb płuc na wciągnięcie lodowatego powietrza w ciemność w środku aż na drugą stronę na wylot

    3.
    Za zardzewiałą furtkę
    z zardzewiałym łąńcuchem
    na zardzewiałą kłódkę
    bez klucza –
    przez wykrusz w murze.

    4.
    A ówdzieindziej zawszeć to to to tamto:

    Rano rumiana Marianna marynuje majeranek
    Brodaty protopop Prokop w koprze kopyścią kopie, kropidłem kropi,
    W bobrze się babrze ruda Barbara  i w rabarbarze,
    A Róża różne różności z kolców wróży
    I z rozmarynu rozmaitości –

    Wszelakoż wszyscy oni jak najzbożniej!

    5.
    Ale tak mi nie bywało nie taki ogród bywał we mnie
    Bo było nie było w tym ogrodzie nie we mnie
    Nigdzie w ogrodzie gdzie nie byłem byłem nie we mnie

    Gdzie nie wiem nie powiem nie chcę niepewnie
    Pewnie już nie wiem we mnie nie we mnie

    Więc pukam i pukam do środka pukam
    I na zewnątrz od środka pukam opukuję
    Nic odpowiada
    Zatrzaśnięte na głuche nic

    6.
    A to jest nic a nic!
    Nic z jednej i nic z drugiej strony piecyka bramy triumfalnej
    Niemania piecyka bramy triumfalnej
    Niemania zabrania piecyka bramy triumfalnej
    Nigdy niczego niemania z zabrania piecyka bramy triumfalnej
    Ani bramy jakiejkolwiekbądź

    7.
    Ktoś czyta swoje wiersze
    a ja słucham
    w sumie nic wielkiego

    więc może być wiersz – taki całkiem
    zwykły przedmiot
    niecodziennego użytku
    jakieś takie coś
    od słowa do słowa
    czasem choć nie zawsze
    od myśli do myśli
    od początku do końca
    i do następnego wiersza w tomiku
    i potem do następnego −

    słucham i rozumiem
    słucham i nie rozumiem
    jak to możliwe
    że to tylko tyle

    8.
    kogo z martwych dźga nadzieja
    (pewnie nie wszystek umarł)
    że może w kolczastym śniegu
    odciśnie ślad zlodowaciałej stopy
    nim się całkiem ześliźnie

    komu z rana się otwiera rana rana
    na zmartwychwstanie z łóżka
    w cienkie ciepłe ciekłe bólu szkło
    końcem przeniesienia swej śmierci żywej
    przeżycia ocalenia z nocy w noc –

    ale komu rześki krzyk powietrza
    wbija się w gardło i wyfruwa uszami −
    tego milczenie dusi od środka

    9.
    czy to coś na coś
    czy to coś coś komuś robi
    pewnie nic jak nie słychać
    a co by mogło
    to nie wiem

    10.
    Z podniesioną głową
    przechodzę siebie samego
    na drugą stronę ulicy (och, ulicy!)
    nieznacznie zerkam w górę
    czy nie leci aby nade mną
    jaki gołąb…

    11.
    Zamknięty na siódmy spust,
    Suchy głuchy ciemny,
    W środku chrust
    Kwiaty kamienne.

    Bezgłośnie się zanosi
    Słowik zakrztuszony śpiewem
    Zwisł wpół lotu beskrzydły motyl
    Gdzie ten ogród nie wiem

    Wypłowiała pustka po nim
    Uszło z niego powietrze
    Więc czemu to przypomnienie
    Gdzie był ten ogród we mnie

    Bywałem tym ogrodem
    Przecież pamiętam
    Po dwudziestu z górą latach
    Starszy bardziej kamienny

    12.
    Schodzi słońce z powietrza
    Schodzi powietrze ze słońca
    Słowo zachodzi w po słowie

    Z mroku dociera głos serca
    Na przekór
    Jakimś cudem
    Coś do kogoś dochodzi

    Jakby całkiem nie było
    Wszystkich zaszłości niezaszłych
    Wszystkich nadziei niedoszłych

    13.
    Cóż po po
    ezji co nie o
    cala ani ani
    ani mani
    ani mnie?

    14.
    To nie poezja to tylko oniemiała proza
    To nawet nie jest proza to jest nieme nic
    Mniejsze najmniejsze bynajmniejsze nic
    Nieme niemiejsze jaknajniemiejsze

    15.
    Co do tego całego zapisywania mojego niepisania co to jest nie do końca niewygodnym niedopasowaniem do nieusytuowania w swoim nieswoim może własnym ale czy na pewno życiu na trajektorii zniżkowej to ono ciągle nieproszone chyłkiem wraca jak czkawka uparta żeby je zamknąć na klucz w zdaniu żelaznym zadaniu zarazem pustopełnym i na zmianę we wszystkich możliwych niuansach choć tego dużo za dużo we mnie dla mnie na cokolwiek ponadto. Ale może za mało.

    16.
    R.W.
    A do do którego
    Nie było ogrodu
    Którędy
    A tędy owędy

    17.
    M.B.
    Bo ja Mironie
    ronię
    ironię

    W sercu jak w dzwonie
    dzwoni mi
    dzwoniście
    Stoję
    słowa stroję

    na stronie
    naj
    nieoczywiściej!

    18.
                                                                     J.F.
    Był tylko ciut ciut większy wszyscy pamiętamy
    mały śmieszny o głowę mniejszy niż Bieta
    w śmiesznym berecie z antenką
    pomyślcie pomyślcie po
    eta

    Tylko ciut większy niż pamięć
    a aż tyle pamięci
    żydowska i romska i nasza własna
    ta prawie zapomniana
    źle pamiętana
    i jeszcze coś co nijak ująć w słowa
    bo to od boga

    Był albo nie był
    sobą?

    19.
                                                                      W.S.
    Czy
    leżąc na kanapie
    bezmyślnie gapiła się w sufit
    czy
    przy biurku gryzła ołówek
    czy
    i to i to

    20.
                                                                      T.K.
    nosiwoda zamknięty w przestrzeni koromysła
    całym życiem się zanosił nie za ciężko nie za szybko
    i nie uronił ni kropli

    21.
                                                                       C.M.
    Śpię dużo ale tomasza nie czytam ani
    nigdy nie przeczytam bo i po co
    czytać jak się z tego czytania nie pisze
    ani nawet z życia.

    22.
    mnie we mnie nie ma – ja już tam nie bywam
    chyba że z rzadka i nader niechętnie
    ktoś inny za mnie mi życie przeżywa
    komuś innemu czas umyka skrzętnie

    mnie we mnie nie ma – ja tuż obok staję
    i się przyglądam z miną niewiniątka
    jak tamten drugi radę sobie daje
    i czy nie trzeba będzie po nim sprzątać

    mnie we mnie nie ma – jest ktoś całkiem inny
    kto mnie ocenia spod zmrużonych powiek
    z zimną precyzją rozlicza mnie z win mych
    i czy ocalał jeszcze we mnie człowiek

    23.
    O Boże jakim to Rymkiewiczem poleciało! Jest pod poetą podpoeta poety do wypełniania zobowiązań poetyckich wobec samego siebie i bliźnich nawet jak się nie wie co, nawet jak się nie bardzo wierzy, że coś. Nawet jak się ma to w nosie. Żeby nie wiem co!

     

    III

    24.
    A do tego ogrodu którego nie będzie
    to i po co?

    25.
    No to niech sobie będzie tak:
    W ogródeczku pod murkiem ławeczka
    Na ławeczce dziewczyneczka
    W krateczkę sukieneczka
    W rączce laleczka

    Utulanka ululanka olala

    Babuleńka starowinka
    O sękatym o kosturku
    Wąziuteńką ścieżyneczką tup-tup
    Na ławeczce pod murkiem cup-przycup

    Utulanka ululanka olala

    Wpierw gołąbeczkom
    Sypnie okruszkami
    a dziewczyneczce prosto w oczy
    Latkami

    Utulanka ululanka olala

    Że aż śniegiem mrozem zawieje
    Na zły urok na ułudę wieczną

    Utulanka ululanka olala

    26.
    Wiedziałem, że jak nie wiem z góry, to nie powinienem. Ale i tak zrobiłem co zrobiłem. Skutek był dokładnie taki, jak było do przewidzenia – zmarnowany czas, zmarnowana szansa. Ale przecież napisałem te słowa, a więc może jednak w końcu coś. Bardzo dziwne.

    27.
    Maszci że tu mój Tomaszku baboplacek
    Wypij mi że tę kawusię na ławusię
    I wypisz mi wymalujże prosto w twarz
    Że aż tylko na kamieniu kamień

    Ciuciubabkę mi uciułajż z rodzynkami
    Wywołajże burczymuchę prosto z wora
    Albo bierzże to co dają bez pytania
    Nibynóżką tańcujący krucy fuks

    I na zabój zamiłuj zacwałuj
    Po minucie pomiłuj zmiłuj
    Bo na szego pow szedniego
    Na dziś mam dość

    28.

    6          9
    6    9
    8
    !
    9   6
    9         6

    29.
    Cztery
    Dwa
    Dziesięć
    Dziewięć
    Osiem
    Pięć
    Raz
    Siedem
    Sześć
    Trzy
    Zero

    Czwartek
    Niedziela
    Piątek
    Poniedziałek
    Sobota
    Środa
    Wtorek

    Do pary
    Trojako
    W czwórnasób
    Samopiąt
    W poszóstnej
    Po siedmiokroć!

    30.
    Żałosna to rozpaczliwość na przekór rozumowi
    pisać wbrew niezłomnej niewierze
    że ani ocali ani ocaleje

    Te słowa oderwane od mowy oderwane od siebie oderwane
    od znaczeń oderwane ode mnie smutne mięso na straganie próżności

    31.
    Że może coś czego o sobie nie wiem
    Jakoś samo wyjdzie ze mnie
    Że może mi zakwitnie o północy kwiatem paproci
    Ale może słomianym wiechciem w bucie

    32.
    z dłońmi pustymi w ogrodzie w czas zbierania —
    nic nie wyrosło

    33.
    bo nie jest tak że się z czasem składa
    w dorzeczną całość
    i na jesieni je się dojrzały owoc
    z lat poskładanych

    bo czasem z czasem czarne dziury
    coraz większe
    coraz czarniejsze

    bo rwie się ciągłość
    brakuje pomysłu na życie
    brakuje pomysłu na śmierć

    (już nie o to chodzi żeby wygrać
    ale żeby pojąć porażkę)

    34.
    Jak trudno ładnie żyć
    Jak trudno ładnie pisać
    Jak trudno przełożyć
    Życie na pisanie

    Już niedługo wszystek umrę
    I nic po mnie nie zostanie

    34.
    Jazda stąd, już cię tu nie ma, już wreszcie doczłap do nikąd
    Zostaną za tobą małe kupki nadziei.

    =============

    In October 2013 in New York I attended a poetry reading/concert with Ken Mikolowski reading his poems, and Frank Carlberg & Christine Correa playing and singing them. After returning home with my head full of music, this poem came to me ready to write down. It is in Ken’s poetic style, but I can do nothing about it.

    Love

    to my wife

    why
    are
    you
    suddenly
    so
    WET
    ?
    HARD
    to
    under
    stand

    ===================

    Pieśń Franciszka

    ptaszyna mi z oczu wyziera
    to dzióbkiem to kuperkiem

    rybka mi usta otwiera
    na niedługie kazanie

    krówka mi macha skrzydłami
    na łące z wiatrakami

    świta mi wiara nadzieja
    że ja to nie ja

    tłum. flv

    ===================

    Odpowiedź Panu Cogito

    po drodze wpadnij na małą wódkę
    nie ma co się śpieszyć powiedz coś miłego
    tej ślicznej panience

    z daleka omijaj bohaterów jeśli maska niezłomności
    przyrosła im do twarzy są potrzebni
    jako przykład lecz życie jest większe

    niż ideały podziwiaj budynki kamienie i gwiazdy
    lecz kochaj ludzi nie ludzkość zacznij
    choć to trudne od pokochania samego siebie

    niech cię nie ominie własna słabość głupota i wstyd
    będziesz błądzić upadać i wstawać idź
    i bądź szczęśliwy

    nade wszystko próbuj być szczęśliwy
    bo masz do tego prawo i tylko szczęśliwi ludzie
    robią coś naprawdę dobrego bądź wierny

    samemu sobie idź

     

    ===================


    W 10. rocznicę najazdu USA na Irak odgrzebałem 3 wiersze napisane wtedy, w 2003:

    *       *       *

    Huczą mi w uszach samoloty na drugim końcu świata
    Słyszę jak z gwizdem bomb mowa znów leci w przepaść nowomowy
    Ze wszystkich stron gazet bije mnie w twarz twarz nawiedzonego idioty
    Z niedowierzaniem patrzę jak się rodzi nowy wspaniały świat

    Chociaż i tak nic się nie zmieni i tylko będzie więcej mniej więcej tego samego
    i wraca nowe już to przerabialiśmy na nic nicując podszewki
    i ci co mają mieć będą więcej a ci co nie mniej więcej to samo
    więc skąd ten naraz strach czemu na samą myśl robi mi się słabo czemu

    Huczą mi w uszach wybuchy na tamtym początku nowego wspaniałego
    a tu na tym czemu wali mnie po mordzie morda dyktatora w aureoli łun

    ===================

    Państwa faszystowskie

    Pamięci Wiktora Woroszylskiego

    Historia to to co było a nie jest
    i już nas nie dotyka
    i pamięć nas zawodzi

    Że uciekający z faszystowskich Niemiec
    i przystający tylko na chwilę w tylekroć opiewanej przez siebie Moskwie
    w drodze do USA o których niewiele dobrego
    miał do powiedzenia, Bertold Brecht
    dość późno znalazł się na czarnej liście
    i to nie sławni pisarze intelektualiści
    i nawet nie wieczni Żydzi byli zwiastunami nadciągającego walca

    Który zaczął się toczyć dużo wcześniej
    wpierw na obrzeżach poniżej poziomu percepcji obrazu w telewizorach
    w jakiejś zakazanej zatoce za kolczastymi drutami
    z bezimiennymi terrorystami o których nikt nic nie wie
    (podczas gdy w polu naszego widzenia słońce wschodzi i zachodzi
    sąsiedzi są nadal przyjaźni i wszystko jest mniej więcej jak zawsze)
    i nikogo z nas to bezpośrednio nie dotyka
    i nie przychodzi nam do głowy

    Że sianie strachu przed wrogami rzeczywistymi i urojonymi
    i nadzwyczajne środki dla naszej obrony
    na które nieomal przekonani zgadzamy się prawie bez zastrzeżeń
    co najwyżej słabo protestując
    niepostrzeżenie przenoszą nas z rzeczywistości do paranoi
    i zatacza się historia kołem

    Dziś inni Żydzi inni intelektualiści
    i bez wyganianych Brechtów trudno na pewno wiedzieć
    czy aby już nie żyjemy w państwie faszystowskim

    I (prawie) to samo po angielsku:

    Fascist Nations

    To the memory of Wiktor Woroszylski

    History is what was and no more is
    this much has been established beyond reasonable doubt

    What was done was done to us
    and will never be surpassed
    or let alone we may do it to others.

    History is the art of the oblivion
    that Bertold Brecht when escaping from the Nazis
    stopped in the communists’ Moscow (whom he praised so much)
    only for as long as it was absolutely necessary
    on his way to the US (of which not much good
    he has ever said) but where he finally breathed freely—
    yet he was not at the top of the persecution lists
    nor famous writers and artists
    nor even the Jews were the first symptoms of the coming calamity

    It rather always begins at the fringes
    below the level of tv broadcasts and our perception
    at some godforsaken bay with terrorists anonymous indefinitely
    exercising twelve steps to our freedom behind the razor wire
    how little we know while in our full view our children play safe
    with the kids of our good neighbors and we go on shopping gossiping
    with the sun rising and setting as usual and this ridiculous orange alert
    is just ridiculous—anyway nobody cares or has the slightest idea

    That these extraordinary measures implemented strictly for our protection
    which we almost approved almost without protest almost persuaded
    of their utmost necessity imperceptibly turn permanent
    and history makes a full swing

    Even if today someone else serves as the Jews
    and without expatriated Brechts looming prominently on the horizon
    how are we suppose to know
    that we are not living again in a fascist country

    (Boston, May 2003-Riverside, March 2013)

    ===================

    Peloponesko

    “i płynął szybko”
    Herbert, Dlaczego klasycy

    “history is a violent misuse of time”
    (historia to brutalne nadużycie czasu)

    ich zawsze za dużo
    nas zawsze za mało
    jeden
    najwyżej półtora
    z trudem
    mieścimy się w sobie

    grubymi nićmi zaszyci

    szwy się rozłażą pękają
    gardła na oścież
    wybałuszone gały
    oślepiająca ciemność
    gwałtowny spokój
    i naga prawda z wyleniałym piórkiem w dupie

    szybkopływacze i szybkopływaczki
    na wyścigi
    byle do brzegu

    bo jak nie
    to
    co
    po nas

    ===================

    Źdźbło

    (do czytania na głos)

    źdźbło źdźbło źdźbło
    źdźbło źdźbło źdźbło
    źdźbło źdźbło źdźbło
    źdźbło źdźbło źdźbło

    źdźbło źdźbło źdźbło
    źdźbło źdźbło źdźbło
    źdźbło źdźbło źdźbło
    źdźbło źdźbło źdźbło

    gdzie źdźbło źdźbło źdźbło?
    źdźbło źdźbło źdźbło w źdźbło
    gdyby źdźbło nie źdźbło źdźbła
    to by było źdźbło niezźdźblone

    ż