BOJAWIEMCO

WIERSZE:

ZAPROSZENIE

nie wstydź się
weź mnie w rękę
otwórz
przerzuć parę kartek
zobacz
jestem też o tobie

HAIKU POLSKIE

Jezus Chrystus!
Wypierdalać!
Tu jest Polska,
kurwa twoja mać!

x   x   x

„to co po mnie zostanie jest wciąż przede mną”

To co po mnie zostanie jest już za mną
jest tego bardzo mało
to co po mnie zostanie jest poza mną
i nie zależy ode mnie

już nie muszę się o to martwić
starać się o to
za tym gonić
nic już nie muszę

mogę robić co chcę
mogę tracić czas
na byle co
bo został mi już tylko czas do stracenia

a jeśli jakimś cudem
wpadnie mi jeszcze w ręce
coś co po mnie zostanie
to będzie cud

POETA

dla MLB, inspirowane jego przekładami z TS

długi i ciężki łańcuch skojarzeń zwisł mu z szyi
przykuwa do budy ziemi
a na języku boleśnie jak pypeć
rośnie gorzka perła
i staje w gardle kością
więc z karabinu maszynowego szybkością
wypluwa z siebie słowa słowicze
prorocze pokracznie potoczne
w celu złapania oddechu
mówi że zamilkł
ale milczy o tym  że mówi
a oni spijają mu z dzióbka miód
kiedy on w pierzu cały
i w srebrnych piórach
pierzcha im kuprem w niebo
własnej wysokości
jak jakie panisko magnat
ma gnat i piszczel zwłaszcza jeśli nawet
idąc ulicą
wysiaduje perłowosrebrne kukułcze jaja wierszy
ja też tak umiem

CÓŻ PO POECIE

nigdy nie było czasów innych niż marne
ale dopiero w czasach po poezji cóż po poecie
kiedy to co zostaje ustanawia koniunktura
co po byciu poetą:

konkursy nagrody publikacje miejsce w jury
skromna kariera literacka przekłady
na języki może nie sława ale uznanie
żona dzieci etat w redakcji dział poezji

znaczy się zna się aha zapomniałem dodać oczywiście kiermasze i targi
gdzie się podpisuje w ramach utrzymywania kontaktu
z szarym czytelnikiem poezji bo poezja

w jej/jego szarym życiu odgrywa rolę niebagatelną
przekartkuje może spojrzy na dwa trzy kawałki
i odstawia na półkę przecież od tego to jest

a mimo to w zebranych słowach poetów aż kipi
od apoteozy poezji i wciąż jest dobrze póki poezja ma się
rozumieć znaczy kultura znaczy samo przez się

twój wiersz jak krew między tobą nazwaniem a tym co jest
jak kładka nad chaosem podlana patosem
jak na najcieńszej wiatru gamie

po prostu dawaj rzeczy słowo najlepiej jak umiesz
a dalej niech się dzieje co chce


KOMPAS WEWNĘTRZNY

dla A. M.

Twój wewnętrzny kompas zawsze wskazywał ci północ
nawet kiedy nie patrzyłeś

nawet kiedy słowami raniłeś zabijałeś
tych z którymi ci było nie po drodze

kompas i i kotwica
niezbędne w drodze za horyzont

i kiedy historia zatacza się krzywym kołem
na to co budowałeś i na to w co wierzysz

twój kompas wewnętrzny
na wszelki wypadek chociaż się nie opłaca

dostałeś go nim na niego załużyłeś
od boga w którego nie wierzysz

i zapłaciłeś za ten dar co do grosza
powiedz jak to jest

być żywym wierszem Herberta
Przesłanie Pana Cogito?

SAMOTNOŚĆ

samotność jest jak deszcz
                                    Rilke

    1. jak deszcz
      zimna jak deszcz
      oślizgła jak deszcz
      oblepia jak deszcz
      oślepia jak deszcz
      niewidzialna jak deszcz
      zabija jak deszcz
    2. nie jak deszcz
      zawieszenie w byciu w zawieszeniu
      w zawieszonym czasie
      w zardzewiałym powietrzu jakby polał kwasem
      w czekaniu żemożecośsię
      ale nic pięknego —

      się
      idzie ulicą między jakimiś ludźmi
      szarowtopione w ich szarość doskonale osobno
      się
      wchodzi do metra się staje obok
      dojeżdża do stacji Wrzeciono albo Wawrzyszew
      i wychodzi na powierzchnię
      pustą
      do tego nie potrzeba wyobraźni

      się idzie po schodach na niewiadome piętro
      ciężko i coraz ciężej i końca nie widać
      stalowej spirali a każdy stopień taki sam
      taki sam w tej klatce
      samego siebie sam na sam ze sobą sam dla siebie sam obok siebie sam przeciw sobie sam przy sobie sam przed sobą sam za sobą sam do siebie samego o sobie psalm

      nie wiem jak to powiedzieć
      to wszystko dzieje się w środku
      nic w tym pięknego ani strasznego
      w czasie zamieszkałym przez innych mieszkańców
      w cywilizowanym instant

    3. na pewno nie jak deszcz

      tak zajęta samą sobą
      że nie ma czasu na nic innego
      w nieustannym zabieganiu
      boi się przystanąć choć na chwilę
      żeby nie wypaść z siebie samej
      żeby nie wpaść na siebie samą
      nie przyjmuje siebie do wiadomości
      jakby musiała zdążyć na wczoraj
      kiedy było zupełnie inaczej
      kiedy miała dużo czasu
      a nie czas miał ją.

      byle szybciej znikąd do nikąd
      byle zejść sobie z drogi
      byle stracić się z oczu
      byle nie zauważyć przemykających obok
      wszystkich wokół

      skąd to wiem?
      bo jestem taki sam jak wszyscy wokół
      odbijają się ode mnie w lustrze
      a ja odbijam się od nich

      SZAROŚĆ

      pamięci zwykłego szarego człowieka

      twój kolor szarość miał tysiąc odcieni
      na sto sposobów mienił się bezkolorem

      towarzyszył ci z łagodną pewnością od-do
      od częściowych zwycięstw do niecałkowitych klęsk

      twój kolor szarość kolor mimikry
      i kolor nadziei w sam raz na naszą miarę

      wśród innych szarości
      jest całą gamą osobnych kolorów

      wśrod innych szarości
      jest kroplą w oceanie

      z innymi kropelkami
      to ocean

      DO WIERSZA

      idę do wiersza
      którego jeszcze nie ma

      od słowa do słowa
      od myśli do litery
      od oddechu do dźwięku

      idę do wiersza z pilną wiadomością
      o tym co właśnie zaszło
      w słowie w myśli w oddechu

      wiersz słucha milczy kiwa
      ze zrozumieniem głową
      wychodzę z wiersza
      wiersz ze mnie wychodzi

      *      *      *

      Litery nie znikają papier nie płonie (zwłaszcza że komputer nie kartka)
      Co raz pomyślane już się nie odmyśli
      Co zanotowane jakoś ocaleje ktoś kiedyś odnajdzie i się pochyli

      Jeśli wpada w głęboką studnię całkowitego milczenia
      Wróci po czasie echo dalekiej odpowiedzi
      Po jakimś niewczasie może krótkim a może za długim

      Komuś coś przypomni komuś coś podpowie
      To się stanie samo już poza mną może beze mnie
      Ja przy tym nie muszę być

      I im szybciej nie będę tym lepiej dla mnie
      Bo to czego nie powiedziałem
      A mam do powiedzenia choć jeszcze tego nie wiem

      Nie jest aż na tyle ważne że świat się zawali
      To raczej więcej wrzucania do studni
      Nienazbyt pięknej prawdy o sobie

      PAŃSTWA FASZYSTOWSKIE
      (z cyklu JAJO CZY KURA)

      państwo faszystowskie
      stwarza
      faszystowskie społeczeństwo

      JESZCZE NIE

      Jeszcze nie –
      to na razie tylko informacje
      a nie  pisane na skórze fakty

      Jeszcze mnie nie dotyczą nie dotykają
      bezpośrednio
      jeszcze nie

      To zaledwie uczucie
      że pętla
      się zaciska

      ***

      biedni brulionowcy
      o kant dupy potłuc
      tę całą waszą prywatność
      gdy państwo znów się w nią wpierdala

      =====

      Po raz pierwszy od wielu, wielu lat coś co zapisałem podpisuję jako ja i nazywam wierszem. Nie chciałem tego, samo przyszło, wywołane ostatnią bluźnierczą modlitwą (bo przecież nie sposob tego nazwać piosenką) Leonarda Cohena, a bardziej jeszcze tym co się dzieje wokół. Próbowałem przerabiać, podmieniać słowa, poszczególne sylaby, łagodzić, nie dawało się. Po kilku dniach przełamałem się żeby to pokazać kilku znajomym — z ogromną obawą, że wołam: wilk, wilk! Okazało się, że mój strach współbrzmi z odczuciami wielu słuchaczy.

      PRZEWIDZENIE (trzy wiersze)

      WIERSZ PIERWSZY

      Nadchodzi czas ciemności.
      Bóg spuścił anioły z łańcucha.
      Cohen to wyczuł,
      wyszeptał-wykrzyczał i uciekł –

      że będą zabijać,
      że zagłodzą,
      że zeszmacą.

      Tak, to już było.
      Tak, to znowu wraca –

      Zabiją,
      zagłodzą,
      zeszmacą.

      Po czasie śmiechu drwiny
      idzie czas milczenia,
      oniemiałego krzyku –
      nim czas dobry dla poezji
      przyjdzie znów.

      Zwyczajny
      historyczny płodozmian.

      Co będzie ze mną?
      zabiją?
      zagłodzą?
      zeszmacą?

      Jakieś 3% zabiją
      i 7% zeszmacą
      20% zagłodzą
      a reszty to nie dotknie. 

      Dziesięcioro ocaleje
      żeby świat mógł istnieć dalej.

      WIERSZ DRUGI

      Przed ślepą ścianą
      tego co się wydarzy
      wiersz jest ledwie przeczuciem
      wiersz jest niepokojem

      Jest niebywałym
      niewyobrażalnym gwałtem wyobraźni
      jest wyznaniem wiary
      sobie samemu
      pomimo i na przekór
      tego co nieuchronne

      Jest tym wszystkim naraz
      i wszystkim z osobna
      i musiał się pojawić
      żeby nie wiem co

      I byłby tylko tym
      i niczym więcej
      gdyby nie ślepota
      która nie widzi
      nie chce widzieć
      ślepej ściany przed sobą
      i na to co nadciąga ćwierka
      jak na to co było dotąd

      Wiersz nie jest na to żadną radą
      wiersz jest na to tylko bezradnością

      WIERSZ TRZECI

      A po końcu świata
      jak już będzie po wszystkim
      ktoś znów zacznie od nowa
      ci co ocaleją
      podniosą się otrzepią spodnie i sumienia
      chwycą za pióra i śrubokręty
      i znów się zacznie zalizywanie
      ran w pamięci
      wspólnie cierpliwie
      aż do następnego razu

      *       *       *

      Powstrzymywanie
      Wstrzymanego oddechu
      Czekanie
      Na przetrzymanie!
      Gdy rzeczy niepowstrzymanie następują po sobie
      Jakby odrobinę wolniej niż należy
      Jakby przesunięte o ułamek
      W skrzywionym drwiąco czasie
      I złowroga nieuchronność
      Napina się
      Nim pęknie
      I wyleje się
      Nam na głowy

      Świat zgrzyta w posadach
      Jak wolno słuchać

      Chwila 

      (raczej szkic, notatka, niż skończony wiersz. Ociera sie chyba o coś ważnego, ale chyba już nic więcej z tym nie zrobię. Więc Bojawiemco.)

      W ramach pożegnań – może jeszcze zdołam
      kogoś spotkać, ledwie się otrzeć,
      zamienić parę słów. To nic nie zmieni,
      ale na chwilę da poczucie, że nie wszystko
      poszło na marne, że przez chwilę
      zaistniałem
      w czyjeś świadomości.

      *     *     *

                                                      dla E. C.

      I.

      To była tylko taka miła rozmowa
      (Nasze ścieżki są już udeptane
      I biegną równolegle)
      Z której mało co wyniknie

      Oboje jesteśmy już za starzy
      Na zachłyśnięcie się drugim człowiekiem
      I to że się do siebie uśmiechamy
      I tak jest nagrodą

      Mówimy w osobnych światach
      Żyjemy w osobnych językach
      Nic się nam nie złoży w sonet

      Poezja co to takiego
      To taka miła rozmowa
      Z której mało co wynika

      II.

      Jak to by było gdybyśmy się spotkali naprawdę?
      Musiałabyś mi opowiedzieć wszystko od początku do końca
      Objaśnić każde napisane słowo wytłumaczyć się z każdej litery
      A ja musiałbym cię słuchać i rozumieć
      Chcieć cię słuchać i próbować zrozumieć

      A potem na odwrót ja bym mówił a ty byś musiała cierpliwie wysłuchiwać
      Litanii porażek i niespełnień z może nie do końca udawaną wiarą
      Że to się jeszcze może zmienić

      Zajęło by to nam morze czasu albo by trwało mniej niż sekundę
      I dopiero potem zajęło by morze czasu
      W którym moglibyśmy wyglądać z ciekawością
      Tego co jeszcze mamy sobie do powiedzenia

      Sama wiesz oboje wiemy to niemożliwe

      Pożegnanie

      Człowiek który już odszedł odchodzi
      Jeszcze jeden krok dalej poza naszą troskę
      Zmieszaną z obojętnością w inną obojętność
      I w naszą gasnącą pamięć Wszyscy jesteśmy na to gotowi
      I przyjmujemy to za naturalne
      Nie otwiera się niespodziewana możliwość
      Ani dziura w ziemi ale ten zatrzymany w czasie moment
      Trwa już nazbyt długo Były człowiek
      Leży na łóżku już całkowicie poza tym poza
      Monitorem pokazującym ostatnie znaki życia
      My nic nie pokazujemy My tylko czekamy
      Myślimy o wszystkim innym żeby tylko
      O tym nie myśleć.

      Czekanie na wiersz

      i.
      nie uganiać się za słowami
      nie łapać się za słowa
      nie popędzać czekać
      aż się same poukładają

      nie popędzać czekać
      aż się poukładają
      nie popędzać wierzyć
      że się poukładają

      bo się poukładają
      tak jak miało być

      ii.
      ani to w tym ani w tamtym świecie
      gdzie się ciało w słowo wciela
      gdzie się w ciało słowo obleka

      wchodzi głęboko w ciało szeptu
      wchodzi głęboko w ciało krzyku
      wchodzi głęboko w ciało śpiewu

      i ostrym nożem się odcina
      od słów pochopnych bezcielesnych
      raniących ślepo i boleśnie

      o błogosłowione pisanie
      o zapisywanie nieopisania
      od niesłowa do słowa

      jest takie miejsce i są takie słowa
      gdzieś daleko w połowie drogi
      między słownikiem a duszą

      iii.
      Przyjdzie.
      Nie przyjdzie.
      Przyjdzie.

      A może nie przyjdzie?
      Nie przyjdzie.
      A może jednak…

      Nie.
      Na pewno nie przyjdzie.
      Już nigdy nie przyjdzie.

      I popatrz –
      nawet nie spostrzegłeś
      jak przyszedł.

      I teraz mówi tobą.
      Mówi z tobą.
      I mówi przez ciebie.


      ===================

      BOJAWIEMCO

      Gdzieś, jakoś, dawno temu, umarło we mnie pisanie wierszy, tj. świadome i celowe układanie słów w coś, co się nie daje inaczej wyrazić i zapisać inaczej niż w słupkach.  Z tym, że nic nie wyjdzie z moich nadziei-pragnień-ambicji bycia poetą − słyszanym, publikowanym, pogodziłem się bez żalu. A jednak od czasu do czasu, rzadko, słowa same do mnie przychodziły, zaskakiwały mnie albo uwodziły i wtedy wpisywałem je do komputera. Trzymałem je nie wiadomo po co w folderze nazwanym BOJAWIEMCO. Powinien mieć na końcu znak zapytania, ale znaku zapytania nie wolno używać przy nazywaniu folderów. Więc to było kategoryczne bojawiemco. Tu kopiuję niektóre jego kawałki. Po co? Bojawiem?

      Franek Wygoda
      _________________________________________________

      Kropla
      Rok
      Mimosen
      Ogród
      Love
      Pieśń Franciszka
      Odpowiedż Panu Cogito
      Huczą mi w uszach
      Państwa faszystowskie
      Fascist Nations
      Peloponesko
      ŹDŹBŁO

       Kropla

      po małej tłustej
            kropelce
      czas cieknie
            przez palce

      poczekaj – jeszcze
           nie pora jeszcze
                                                     nie twoja

      jeszcze zdążysz
                              się nie spóźnić
                                                      na samego siebie

      Rok 

      Czego nas uczy i czym nas uracza
      Czas najczystszych życzeń styczeń

      Czym nas uraczy i czego nauczy
      Luty czasoklasta luty 

      Może nas zmaże a może nie zauważy
      Stóż wymiotny marzec

       Kurewki w tawernie i ćmy cień
      Ciemny na ścianie tańczy kwiecień

       W kącie ściska się z majem i razem ruszają
      Ku czerwcowi przełamanemu
       W pół roku

      I dalej już z górki
      na pazurki

      Lipny lipiec z przyklejonym fałszywym uśmiechem
      Cierpki sierpień sierpki cierpień

       Wrzesiężny mięsień
      I post-paźlistopadzień

       I apiat’ to samo

      Mimosen

      mnie jest mniej więcej nie jest mniej więcej tycio-tycio
      tylko tyle a tyle tylko odtąd dotąd
      a cała reszta przepastna

      ja mimosnem tu zasnąłem i o sobie śnię miłośnie
      najprzepastniej zaśnięty i basta

      bardziej śnię niźli jestem bardziej niż mnie nie ma
      i bardziej niż przepastnie mniej niż by się chciało

      śnić ten sen być to bycie zapamiętać się na chwilę
      w sobie we śnie o sobie w sen o sobie się zasnąć

      Ogród

      Długi poemat (?), summa w trakcie, traktat (?) o procesie, nieskończony, zmienny. Nie wiem o czym. Czy o mnie?

      Inskrypcje

      1.
      P
      różne
      poema
      bez
      duszne
      i insze
      na wierzbie
      gruszki

      2.
      Ogród
      co to
      to
      ogrodzone wewnątrz
      odgrodzone od zewnątrz

      I

      1.
      A do mojego – którędyż?

      2.
      A przez ciemność w ciemność po ciemku mijając w ciemności ciemność macając po omacku po drodze w ciemności na wyciągnięcie ręki i jeszcze na oko wykol na nagły całus na policzku mrozu palący i jeszcze wgłąb płuc na wciągnięcie lodowatego powietrza w ciemność w środku aż na drugą stronę na wylot

      3.
      Za zardzewiałą furtkę
      z zardzewiałą kłódką
      na zardzewiałym łańcuchu
      bez klucza —
      no to przez wykrusz w murze.

      4.
      A ówdzieindziej zawszeć to to to tamto:

      Rano rumiana Marianna marynuje majeranek
      Brodaty protopop Prokop w koprze kopyścią kopie, kropidłem kropi,
      W bobrze się babrze Barbara ruda  i w rabarbarze,
      A Róża z kolców różne różności wróży i warzy
      Z rozmarynu rozmaitości –

      Wszelakoż wszyscy jak najzbożniej!

      5.
      Ale tak mi nie bywało nie taki ogród bywał we mnie
      Bo to nie w tym ogrodzie było nie było we mnie nie we mnie
      Nie gdzie byłem nie byłem nie we mnie

      Gdzie nie wiem nie powiem nie chcę
      Pewnie niepewnie już nie wiem nie we mnie nie we mnie

      Więc pukam i pukam do środka pukam
      I na zewnątrz od środka pukam odpukuję
      A nic mi nie odpowiada
      Zatrzaśnięte na głuche nic

      6.
      Aliści to nic a nic!
      To nic z jednej i nic z drugiej strony piecyka bramy triumfalnej
      Mojego niemania piecyka bramy triumfalnej
      Mojego niemania zabrania piecyka bramy triumfalnej
      Mojego nic niemania ni bramy triumfalnej
      Ni bramy jakiejkolwiekbądź

      7.
      Ktoś tu czyta swoje wiersze
      a ja słucham

      że wiersz być może – taki całkiem
      zwykły
      przedmiot niecodziennego użytku
      takie jakieś coś
      od słowa do słowa
      czasem choć nie zawsze
      od myśli do myśli
      od początku do końca
      i do następnego w tomiku
      i potem do następnego −

      słucham i wszystko rozumiem
      słucham i nic nie rozumiem
      jak to możliwe
      że to aż tylko tyle

      8.
      kogo z martwych dźga nadzieja
      (pewnie nie wszystek umarł)
      że może w kolczastym śniegu
      odciśnie ślad zlodowaciałej stopy
      nim się całkiem w nic ześliźnie

      komu z rana się otwiera rana rana
      na zmartwychwstanie z łóżka
      w cienkie ciepłe ciekłe bólu szkło
      końcem przeżycia na nowo swojej śmierci niechybnie żywej
      przeniesienia ocalenia z jednej nocy w drugą noc –

      ale komu rześki krzyk powietrza
      tak się wbija w gardło że aż wyfruwa uszami −
      tego milczenie dusi od środka

      9.
      czy to coś jest na coś
      czy to coś coś komuś robi
      pewnie nie jak nic nie słychać
      a co by mogło
      to nie wiem

      10.
      Z podniesioną głową
      przechodzę siebie samego
      na drugą stronę ulicy (och, ulicy!)
      nieznacznie zerkając w górę
      czy aby nie leci nad mną
      jaki gołąb…

      11.
      Zamknięty na siódmy spust,
      Ogród głuchy ciemny,
      W środku suchy chrust
      Kwiaty kamienne.

      Bezgłośnie się zanosi
      Słowik zakrztuszony śpiewem
      Wpół lotu beskrzydły motyl
      Gdzie ten ogród nie wiem

      Wypłowiała pustka po nim
      Uszło powietrze
      Więc czemu przypomnienie
      Gdzie był ten ogród we mnie

      Bywałem tym ogrodem
      Pamiętam
      Po dwudziestu z górą latach
      Starszy bardziej kamienny

      12.

      Zachodzi słońce z nieba
      Schodzi ze słońca powietrze
      Słowo zachodzi w posłowie

      Z mroku dociera głos serca
      Na przekór
      Jakimś cudem
      Coś do kogoś dochodzi

      Jakby całkiem nie było
      Wszystkich zaszłych zaszłości
      Wszystkich niedoszłych nadziei

      13.
      Cóż po po
      ezji co nie o
      cala ani ani
      ani mani
      ani mnie?

      14.
      To nie poezja to tylko oniemiała proza
      To nawet nie jest proza to jest nieme nic
      Mniejsze najmniejsze bynajmniejsze nic
      Nieme niemiejsze jaknajniemiejsze

      15.
      Co do tego zapisywania mojego niepisania co jest nie całkiem niewygodnym niedopasowaniem do nieusytuowania w moim nieswoim może własnym ale czy na pewno życiu na zniżkującej trajektorii to ono nieproszone ciągle chyłkiem wraca jak czkawka uparta żeby je zamknąć na dobre i złe w zdaniu zadaniu żelaznym zarazem pustopełnym i na zmianę we wszystkich możliwych niuansach choć tego dużo za dużo we mnie dla mnie na cokolwiek ponadto. A może za mało.

      16.
      R.W.
      A do do którego by nie było
      Ogrodu
      Którędy
      Tędy owędy

      17.
      M.B.
      Bo ja Mironie
      ronię
      ironię

      W sercu w dzwonie
      dzwoni mi
      dzwoniście
      Stoję
      słowa stroję

      na stronie
      naj
      nieoczywiściej!

      18.
      J.F.
      Był tylko ciut ciut większy pamiętamy wszyscy
      mały śmieszny o głowę mniejszy niż Bieta
      w tym śmiesznym berecie z antenką
      pomyślcie pomyślcie po
      eta

      ciut tylko większy niż pamięć
      że aż tyle pamięci
      żydowska romska i nasza własna
      ta prawie zapomniana
      źle pamiętana

      i jeszcze coś co nijak ująć w słowa
      bo to od boga

      19.
      W.S.
      Czy
      leżąc na kanapie
      bezmyślnie gapiła się w sufit
      czy
      przy biurku gryzła ołówek
      czy
      i to i to

      20.
      T.K.
      nosiwoda zamknięty w idei koromysła
      całym życiem się zanosił nie za ciężko nie za szybko
      przecież nie uronił ani kropli

      21.
      C.M.
      Śpię dużo ale tomasza nie czytam ani
      nigdy nie przeczytam bo i po co
      czytać jak się z tego czytania nic nie napisze
      ani nawet z życia.

      22.
      mnie we mnie nie ma – ja już tu nie bywam
      chyba że z rzadka i nader niechętnie
      ktoś inny za mnie me życie przeżywa
      komuś innemu czas umyka skrzętnie

      mnie we mnie nie ma – ja tuż obok staję
      i się przyglądam z miną niewiniątka
      jak tamten drugi radę sobie daje
      i czy nie będzie trzeba po nim sprzątać

      mnie we mnie nie ma – jest ktoś całkiem inny
      kto mnie ocenia spod zmrużonych powiek
      z zimną precyzją rozlicza mnie z win mych
      i czy ocalał jeszcze we mnie człowiek

      23.
      O Boże jakimż Rymkiewiczem poleciało! Widać pod poetą jest podpoeta poety od wypełniania poetyckich zadań gwoli samego siebie i potomności nawet jak się nie wie co i po co, nawet jak się nie bardzo wierzy, że coś. Nawet jak się ma to w nosie. Żeby nie wiem co!

      II

      24.
      Ale co do tego ogrodu którego nie będzie
      to po co?

      25.
      No to niech tak:

      W ogródeczku pod mureczkiem ławeczka
      Na ławeczce dziewczyneczka
      Sukieneczka w krateczkę
      W rączce laleczka

      Utulanka ululanka olala

      Babuleńka starowinka
      O sękatym o kosturku
      Wąziuteńką ścieżyneczką tup-tup
      Na ławeczce pod mureczkiem cup-przycup

      Utulanka ululanka olala

      Wpierw gołąbkom
      Posypsła okruszkami
      A dziewczynce prosto w oczy
      Latkami

      Utulanka ululanka olala

      Że aż śniegiem mrozem zawiało
      Na zły urok na ułudę wieczną

      Utulanka ululanka olala

      26.
      Wiedziałem, że jak nie wiedziałem z góry, to nie powinienem. Ale i tak to zrobiłem . No i skutek był dokładnie jak było do przewidzenia – zmarnowany czas, zmarnowana szansa. Choć przecież to napisałem, więc może jednak w końcu coś. Bardzo dziwne.

      27.
      Maszciż mój Tomaszku baboplacek
      Wypijżemi kawusię na ławusię
      I wypisz wymaluj prosto w twarz
      Że już tylko na kamieniu kamień

      Uciułaj ciuciubabkę z rodzynkami
      Wywołaj burczymuchę prosto z wora
      Weź co dają bez pytania
      Nibynóżką tańcujący krucy fuks

      I na zabój zamiłuj zacwałuj
      Zabiwszy zmiłuj pomiłuj
      Bo naszego powszedniego
      Dziś mam dość

      28.

      6          9
      6    9
      8
      !
      9   6
      9         6

      29.
      Cztery
      Dwa
      Dziesięć
      Dziewięć
      Osiem
      Pięć
      Raz
      Siedem
      Sześć
      Trzy
      Zero

      Czwartek
      Niedziela
      Piątek
      Poniedziałek
      Sobota
      Środa
      Wtorek

      Do pary
      Trojako
      W czwórnasób
      Samopiąt
      W poszóstnej
      Po siedmiokroć!

      nie –

      Do pary
      Po siedmiokroć
      Samopiąt
      Trojako
      W czwórnasób
      W poszóstnej!

      30.
      Żałosna to rozpaczliwość na przekór rozumowi
      pisać wbrew niezłomnej niewierze
      że ani ocali ani ocaleje

      Te słowa oderwane od mowy oderwane od siebie oderwane
      od znaczeń oderwane ode mnie to smutne mięso na straganie próżności

      31.
      Że może coś czego o sobie nie wiem
      Samo wyjdzie ze mnie
      Że może mi zakwitnie o północy kwiatem paproci
      Choć raczej słomianym wiechciem w bucie

      32.
      w ogrodzie w czas zbiorów
      z pustymi dłońmi —
      nic nie wyrosło

      33.
      bo nie jest tak że się z czasem składa
      w dorzeczną całość
      i na jesieni je się dojrzały owoc
      z lat poskładanych

      bo czasem z czasem czarne dziury
      coraz większe
      coraz czarniejsze

      bo rwie się ciągłość
      brakuje pomysłu na życie
      brakuje pomysłu na śmierć

      (już nie o to chodzi żeby wygrać
      ale żeby sie pogodzić z porażką)        ,

      34.
      Jak trudno ładnie żyć
      Jak trudno ładnie pisać
      Jak trudno przekładać
      Nieładne życie na ładne pisanie

      Już niedługo wszystek umrę
      I nic po mnie nie zostanie

      34.
      Jazda stąd, już cię nie ma,
      doczłap wreszcie do tego nikąd,
      zostaną za tobą małe kupki nadziei.

      Epilog

      35.
      odkąd bez nastał kwitnie ogród
      bzu kwitnieniem a bez
      kwitnie ogrodem i
      to wzajemne rozkwitanie
      tak zdumiewa
      że już nie do pomyślenia
      jak to bez bzu było

      =============

      In October 2013 in New York I attended a poetry reading/concert with Ken Mikolowski reading his poems, and Frank Carlberg & Christine Correa playing and singing them. After returning home with my head full of music, this poem came to me ready to write down. It is in Ken’s poetic style, but I can do nothing about it.

      Love

      to my wife

      why
      are
      you
      suddenly
      so
      WET
      ?
      HARD
      to
      under
      stand

      ===================

      Pieśń Franciszka

      ptaszyna mi z oczu wyziera
      to dzióbkiem to kuperkiem

      rybka mi usta otwiera
      na niedługie kazanie

      krówka mi macha ogonem
      na łące z wiatrakami

      świta mi wiara nadzieja
      że ja to nie ja

      tłum. flv

      ===================

      Odpowiedź Panu Cogito

      po drodze wpadnij na małą wódkę
      nie ma co się śpieszyć powiedz coś miłego
      tej ślicznej panience

      z daleka omijaj bohaterów jeśli maska niezłomności
      przyrosła im do twarzy są potrzebni
      jako przykład lecz życie jest większe

      niż ideały podziwiaj budynki kamienie i gwiazdy
      lecz kochaj ludzi nie ludzkość zacznij
      choć to trudne od pokochania samego siebie

      niech cię nie ominie własna słabość głupota i wstyd
      będziesz błądzić upadać i wstawać idź
      i bądź szczęśliwy

      nade wszystko próbuj być szczęśliwy
      bo masz do tego prawo i tylko szczęśliwi ludzie
      robią coś naprawdę dobrego bądź wierny

      samemu sobie idź

      ===================


      W 10. rocznicę najazdu USA na Irak odgrzebałem 3 wiersze napisane wtedy, w 2003:

      *       *       *

      Huczą mi w uszach samoloty na drugim końcu świata
      Słyszę jak z gwizdem bomb mowa znów leci w przepaść nowomowy
      Ze wszystkich stron gazet bije mnie w twarz twarz nawiedzonego idioty
      Z niedowierzaniem patrzę jak się rodzi nowy wspaniały świat

      Chociaż i tak nic się nie zmieni i tylko będzie więcej mniej więcej tego samego
      i wraca nowe już to przerabialiśmy na nic nicując podszewki
      i ci co mają mieć będą więcej a ci co nie mniej więcej to samo
      więc skąd ten naraz strach czemu na samą myśl robi mi się słabo czemu

      Huczą mi w uszach wybuchy na tamtym początku nowego wspaniałego
      a tu na tym czemu wali mnie po mordzie morda dyktatora w aureoli łun

      ===================

      Państwa faszystowskie

      Pamięci Wiktora Woroszylskiego

      Historia to to co było a nie jest
      i już nas nie dotyka
      i pamięć nas zawodzi

      Że uciekający z faszystowskich Niemiec
      i przystający tylko na chwilę w tylekroć opiewanej przez siebie Moskwie
      w drodze do USA o których niewiele dobrego
      miał do powiedzenia, Bertold Brecht
      dość późno znalazł się na czarnej liście
      i to nie sławni pisarze intelektualiści
      i nawet nie wieczni Żydzi byli zwiastunami nadciągającego walca

      Który zaczął się toczyć dużo wcześniej
      wpierw na obrzeżach poniżej poziomu percepcji obrazu w telewizorach
      w jakiejś zakazanej zatoce za kolczastymi drutami
      z bezimiennymi terrorystami o których nikt nic nie wie
      (podczas gdy w polu naszego widzenia słońce wschodzi i zachodzi
      sąsiedzi są nadal przyjaźni i wszystko jest mniej więcej jak zawsze)
      i nikogo z nas to bezpośrednio nie dotyka
      i nie przychodzi nam do głowy

      Że sianie strachu przed wrogami rzeczywistymi i urojonymi
      i nadzwyczajne środki dla naszej obrony
      na które nieomal przekonani zgadzamy się prawie bez zastrzeżeń
      co najwyżej słabo protestując
      niepostrzeżenie przenoszą nas z rzeczywistości do paranoi
      i zatacza się historia kołem

      Dziś inni Żydzi inni intelektualiści
      i bez wyganianych Brechtów trudno na pewno wiedzieć
      czy aby już nie żyjemy w państwie faszystowskim

      I (prawie) to samo po angielsku:

      Fascist Nations

      To the memory of Wiktor Woroszylski

      History is what was and no more is
      this much has been established beyond reasonable doubt

      What was done was done to us
      and will never be surpassed
      or let alone we may do it to others.

      History is the art of the oblivion
      that Bertold Brecht when escaping from the Nazis
      stopped in the communists’ Moscow (whom he praised so much)
      only for as long as it was absolutely necessary
      on his way to the US (of which not much good
      he has ever said) but where he finally breathed freely—
      yet he was not at the top of the persecution lists
      nor famous writers and artists
      nor even the Jews were the first symptoms of the coming calamity

      It rather always begins at the fringes
      below the level of tv broadcasts and our perception
      at some godforsaken bay with terrorists anonymous indefinitely
      exercising twelve steps to our freedom behind the razor wire
      how little we know while in our full view our children play safe
      with the kids of our good neighbors and we go on shopping gossiping
      with the sun rising and setting as usual and this ridiculous orange alert
      is just ridiculous—anyway nobody cares or has the slightest idea

      That these extraordinary measures implemented strictly for our protection
      which we almost approved almost without protest almost persuaded
      of their utmost necessity imperceptibly turn permanent
      and history makes a full swing

      Even if today someone else serves as the Jews
      and without expatriated Brechts looming prominently on the horizon
      how are we suppose to know
      that we are not living again in a fascist country

      (Boston, May 2003-Riverside, March 2013)

      ===================

      Peloponesko

      “i płynął szybko”
      Herbert, Dlaczego klasycy

      “history is a violent misuse of time”
      (historia to brutalne nadużycie czasu)

      zawsze za dużo ich
      zawsze za mało nas
      jeden
      co najwyżej półtora
      z trudem
      mieścimy się w sobie

      za grubymi nićmi zaszyci

      szwy się rozłażą pękają
      gardła na oścież
      gały wybałuszone
      oślepiająca ciemność
      gwałtowny spokój
      i naga prawda z wyleniałym piórkiem w dupie

      szybkopływacze i szybkopływaczki
      na wyścigi
      byle do brzegu

      bo jak nie
      to
      co
      po nas

      ===================

      Źdźbło

      (do czytania na głos)

      źdźbło źdźbło źdźbło
      źdźbło źdźbło źdźbło
      źdźbło źdźbło źdźbło
      źdźbło źdźbło źdźbło

      źdźbło źdźbło źdźbło
      źdźbło źdźbło źdźbło
      źdźbło źdźbło źdźbło
      źdźbło źdźbło źdźbło

      gdzie źdźbło źdźbło źdźbło?
      źdźbło źdźbło źdźbło w źdźbło
      gdyby źdźbło nie źdźbło źdźbła
      to by było źdźbło niezźdźblone

      ż