BOJAWIEMCO

WIERSZE:

 

OD WIERSZA

idę od wiersza
od słowa do słowa
od myśli do litery
od dźwięku do oddechu

idę od wiersza z pilną wiadomością
o tym co właśnie zaszło
w słowie w myśli w oddechu

wychodzę z wiersza
wiersz ze mnie wychodzi

 

*      *      *

Litery nie znikają papier nie płonie (zwłaszcza że to komputer a nie kartka)
Co raz pomyślane już się nie odmyśli
Co zanotowane jakoś ocaleje ktoś kiedyś odnajdzie i się pochyli

Jeśli wpada w głęboką studnię całkowitego milczenia
Po czasie wróci echo dalekiej odpowiedzi
Po jakimś czasie może krótkim a może za długim

Komuś coś przypomni komuś coś podpowie
To się stanie samo poza mną może już beze mnie
Mnie przy tym nie musi być

I im szybciej zniknę tym lepiej dla mnie
Bo to czego jeszcze nie powiedziałem
A co mam do powiedzenia choć jeszcze tego nie wiem

Nie jest na tyle ważne że bez tego świat się zawali
Raczej to więcej mówienia do studni
Kompulsywne odkrywanie niezbyt pięknej prawdy o sobie

PAŃSTWA FASZYSTOWSKIE
(z cyklu JAJO CZY KURA)

państwo faszystowskie stwarza faszystowski naród.

JESZCZE NIE

Jeszcze nie –
to tylko informacje
nie  pisane na skórze fakty

Jeszcze nie dotyczą nie dotykają
mnie bezpośrednio
jeszcze nie

To tylko uczucie
że pętla
się zaciska

 

***

biedni brulionowcy
o kant dupy potłuc
tę całą waszą prywatność
gdy państwo znów w nią się wciska

 

=====

Po raz pierwszy od wielu, wielu lat coś co zapisałem podpisuję jako ja i nazywam wierszem. Nie chciałem tego, samo przyszło, wywołane ostatnią bluźnierczą modlitwą (bo przecież nie sposob tego nazwać piosenką) Leonarda Cohena, a bardziej jeszcze tym co się dzieje wokół. Próbowałem przerabiać, podmieniać słowa, poszczególne sylaby, łagodzić, nie dawało się. Po kilku dniach przełamałem się żeby to pokazać kilku znajomym — z ogromną obawą, że wołam: wilk, wilk! Okazało się, że mój strach współbrzmi z odczuciami wielu słuchaczy.

PRZEWIDZENIE (trzy wiersze)

WIERSZ PIERWSZY

Nadchodzi czas ciemności.
Bóg spuścił anioły z łańcucha.
Cohen to wyczuł,
wyszeptał-wykrzyczał i uciekł –

że będą zabijać,
że zagłodzą,
że zeszmacą.

Tak, to już było.
Tak, to znowu wraca –

Zabiją,
zagłodzą,
zeszmacą.

Po czasie śmiechu drwiny
idzie czas milczenia,
oniemiałego krzyku –
nim czas dobry dla poezji
przyjdzie znów.

Zwyczajny
historyczny płodozmian.

Co będzie ze mną?
zabiją?
zagłodzą?
zeszmacą?

Jakieś 3% zabiją
i 7% zeszmacą
20% zagłodzą
a reszty to nie dotknie. 

Dziesięcioro ocaleje
żeby świat mógł istnieć dalej.

WIERSZ DRUGI

Przed ślepą ścianą
tego co się wydarzy
wiersz jest ledwie przeczuciem
wiersz jest niepokojem

Jest niebywałym
niewyobrażalnym gwałtem wyobraźni
jest wyznaniem wiary
sobie samemu
pomimo i na przekór
tego co nieuchronne

Jest tym wszystkim naraz
i wszystkim z osobna
i musiał się pojawić
żeby nie wiem co

I byłby tylko tym
i niczym więcej
gdyby nie ślepota
która nie widzi
nie chce widzieć
ślepej ściany przed sobą
i na to co nadciąga ćwierka
jak na to co było dotąd

Wiersz nie jest na to żadną radą
wiersz jest na to tylko bezradnością

WIERSZ TRZECI

A po końcu świata
jak już będzie po wszystkim
ktoś znów zacznie od nowa
ci co ocaleją
podniosą się otrzepią spodnie i sumienia
chwycą za pióra i śrubokręty
i znów się zacznie zalizywanie
ran w pamięci
wspólnie cierpliwie
aż do następnego razu

*       *       *

Powstrzymywanie
Wstrzymanego oddechu
Czekanie
Na przetrzymanie!
Gdy rzeczy niepowstrzymanie następują po sobie
Jakby odrobinę wolniej niż należy
Jakby przesunięte o ułamek
W skrzywionym drwiąco czasie
I złowroga nieuchronność
Napina się
Nim pęknie
I wyleje się
Nam na głowy

Świat zgrzyta w posadach
Jak wolno słuchać

Chwila 

(raczej szkic, notatka, niż skończony wiersz. Ociera sie chyba o coś ważnego, ale chyba już nic więcej z tym nie zrobię. Więc Bojawiemco.)

W ramach pożegnań – może jeszcze zdołam
kogoś spotkać, ledwie się otrzeć,
zamienić parę słów. To nic nie zmieni,
ale na chwilę da poczucie, że nie wszystko
poszło na marne, że przez chwilę
zaistniałem
w czyjeś świadomości.

*     *     *

                                                dla E. C.

I.

To była tylko taka miła rozmowa
(Nasze ścieżki są już udeptane
I biegną równolegle)
Z której mało co wyniknie

Oboje jesteśmy już za starzy
Na zachłyśnięcie się drugim człowiekiem
I to że się do siebie uśmiechamy
Jest i tak nagrodą

Mówimy w osobnych światach
Żyjemy w osobnych językach
Nic się nam nie złoży w sonet

Poezja co to takiego
To taka miła rozmowa
Z której mało co wynika

II.

Jak to by było gdybyśmy się spotkali naprawdę?
Musiałabyś mi opowiedzieć wszystko od początku do końca
Objaśnić każde napisane słowo wytłumaczyć się z każdej litery
A ja musiałbym cię słuchać i rozumieć
Chcieć słuchać i próbować zrozumieć

A potem na odwrót ja bym mówił a ty byś musiała cierpliwie wysłuchiwać
Litanii porażek i niespełnień z może nie do końca udawaną wiarą
Że to się jeszcze może zmienić

Zajęło by to nam morze czasu albo by trwało mniej niż sekundę
I dopiero potem zajęło by morze czasu
W którym wyglądalibyśmy z ciekawością
Tego co jeszcze mamy sobie do powiedzenia

Sama wiesz oboje wiemy to niemożliwe

 

Czekanie na wiersz

i.
nie uganiać się za słowami
nie łapać się za słowa
nie popędzać czekać
aż się same poukładają

nie popędzać czekać
aż się poukładają
nie popędzać wierzyć
że się poukładają

bo się poukładają
tak jak miało być

ii.
ani to w tym ani w tamtym świecie
gdzie się ciało w słowo wciela
gdzie się w ciało słowo obleka

wchodzi głęboko w ciało szeptu
wchodzi głęboko w ciało krzyku
wchodzi głęboko w ciało śpiewu

i ostrym nożem się odcina
od słów pochopnych bezcielesnych
raniących ślepo i boleśnie

o błogosłowione pisanie
o zapisywanie nieopisania
od niesłowa do słowa

jest takie miejsce i są takie słowa
gdzieś daleko w połowie drogi
między słownikiem a duszą

iii.
Przyjdzie.
Nie przyjdzie.
Przyjdzie.

A może nie przyjdzie?
Nie przyjdzie.
A może jednak…

Nie.
Na pewno nie przyjdzie.
Już nigdy nie przyjdzie.

I popatrz –
nawet nie spostrzegłeś
jak przyszedł.

I teraz mówi tobą.
Mówi z tobą.
I mówi przez ciebie.


===================

BOJAWIEMCO

Gdzieś, jakoś, dawno temu, umarło we mnie pisanie wierszy, tj. świadome i celowe układanie słów w coś, co się nie daje inaczej wyrazić i zapisać inaczej niż w słupkach.  Z tym, że nic nie wyjdzie z moich nadziei-pragnień-ambicji bycia poetą − słyszanym, publikowanym, pogodziłem się bez żalu. A jednak od czasu do czasu, rzadko, słowa same do mnie przychodziły, zaskakiwały mnie albo uwodziły i wtedy wpisywałem je do komputera. Trzymałem je nie wiadomo po co w folderze nazwanym BOJAWIEMCO. Powinien mieć na końcu znak zapytania, ale znaku zapytania nie wolno używać przy nazywaniu folderów. Więc to było kategoryczne bojawiemco. Tu kopiuję niektóre jego kawałki. Po co? Bojawiem?

Franek Wygoda
_________________________________________________

Ogród
Love
Pieśń Franciszka
Odpowiedż Panu Cogito
Huczą mi w uszach
Państwa faszystowskie
Fascist Nations
Peloponesko
ŹDŹBŁO

 Kropla

po małej tłustej
      kropelce
czas cieknie
      przez palce

poczekaj – jeszcze
     nie pora jeszcze
                                               nie twoja

jeszcze zdążysz
                        się spóźnić
                                                na samego siebie

 

Rok 

Czego nas uczy i czym nas uracza
Czas najczystszych życzeń styczeń

Czym nas uraczy i czego nauczy
Luty czasoklasta luty 

Może nas zmaże a może nie zauważy
Stóż wymiotny marzec

 Kurewki w tawernie i ćmy cień
Ciemny na ścianie tańczy kwiecień

 W kącie ściska się z majem i razem ruszają
Ku czerwcowi przełamanemu
 W pół roku

I dalej już z górki
na pazurki

Lipny lipiec z przyklejonym fałszywym uśmiechem
Cierpki sierpień sierpki cierpień

 Wrzesiężny mięsień
I post-paźlistopadzień

 I apiat’ to samo

Mimosen

mnie jest mniej więcej nie jest mniej więcej tycio-tycio
tylko tyle a tyle tylko odtąd dotąd
a cała reszta przepastna

ja mimosnem tu zasnąłem i o sobie śnię miłośnie
najprzepastniej zaśnięty i basta

bardziej śnię niźli jestem bardziej niż mnie nie ma
i bardziej niż przepastnie mniej niż by się chciało

śnić ten sen być to bycie zapamiętać się na chwilę
w sobie we śnie o sobie w sen o sobie się zasnąć

Ogród
(poema duszne)

Długi poemat (?), summa w trakcie, traktat (?) w procesie, nieskończony, zmienny. Nie wiem o czym. Czyżby o mnie?

Prolog

Ogród
a co to
to to
ogrodzone wewnątrz
odgrodzone od zewnątrz

I

1.
A do mojego – którędy?

2.
A przez ciemność w ciemność po ciemku mijając w ciemności ciemność macając po omacku po drodze w ciemności na wyciągnięcie ręki i jeszcze na oko wykol na nagły całus na policzku mrozu palący i jeszcze wgłąb płuc na wciągnięcie lodowatego powietrza w ciemność w środku aż na drugą stronę na wylot

3.
Za zardzewiałą furtkę
z zardzewiałym łąńcuchem
na zardzewiałą kłódkę
bez klucza –
przez wykrusz w murze.

4.
A ówdzie waszeć zawszeć to to to tamto:

Rano rumiana Marianna marynuje majeranek
Brodaty protopop Prokop w koprze kopyścią kopie, kropidłem kropi,
W bobrze ruda Barbara się babrze i w rabarbarze,
A Róża różne różności z kolców wróży
I z rozmarynu rozmaitości –

Wszelakoż wszyscy jak najzbożniej!

5.
Ale tam mnie nie było nie tamten ogród był we mnie
Bo to nie było było nie w tym ogrodzie nie we mnie
Nie nigdzie w tym ogrodzie gdzie nie byłem nie we mnie
Tam gdzie nie wiem nie powiem nie chcę pewnie
Niepewnie pewnie już nie wiem nie we mnie we mnie

Więc pukam i pukam do środka
I na zewnątrz od środka pukam opukuję
Nic nie odpowiada
Zatrzaśnięte na głuche nic

6.
A to jest nic
Nic z jednej i nic z drugiej strony piecyka bramy triumfalnej
Niemania piecyka bramy triumfalnej
Niemania zabrania piecyka bramy triumfalnej
Nigdy niczego niemania z zabrania piecyka bramy triumfalnej
Ani bramy jakiejkolwiekbądź

7.
Więc wiersz – taki całkiem zwykły przedmiot
niecodziennego użytku
jakieś takie coś
od słowa do słowa
czasem choć nie zawsze
od myśli do myśli
od początku do końca
i do następnego wiersza w tomiku
i potem do następnego −

w sumie nic wielkiego
ktoś czyta swoje wiersze
a ja słucham

słucham i rozumiem
słucham i nie rozumiem
jak to możliwe
że to tylko tyle

8.
kogo z martwych dźga nadzieja
(pewnie nie wszystek umarł)
że może w kolczastym śniegu
odciśnie ślad zlodowaciałej stopy
nim się całkiem ześliźnie

komu z rana się otwiera rana rana
na zmartwychwstanie z łóżka
w cienkie ciepłe ciekłe bólu szkło
końcem przeniesienia swej śmierci żywej
przeżycia ocalenia z nocy w noc –

ale komu rześki krzyk powietrza
wbija się w gardło i wyfruwa uszami −
tego milczenie dusi od środka

9.
czy to coś na coś
czy to coś coś komuś robi
pewnie nic jak nie słychać
a co by mogło
to nie wiem

10.
Z podniesioną głową
przechodzę siebie samego
na drugą stronę ulicy (och, ulicy!)
nieznacznie zerkam w górę
czy aby nie leci nade mną
jaki gołąb…

11.
Zamknięty na siódmy spust,
Suchy ogród głuchy ciemny,
W środku rośnie chrust
Kwiaty kamienne.

Bezgłośnie się zanosi
Słowik zakrztuszony śpiewem
Wpół lotu zwisł beskrzydły motyl
Gdzie ten ogród nie wiem

Wypłowiała pustka po nim
Uszło powietrze
Więc skąd przypomnienie
Gdzie był ten ogród we mnie

Bywałem tym ogrodem
Wciąż pamiętam
Po dwudziestu z górą latach
Starszy bardziej kamienny

12.
Schodzi słońce z powietrza
Schodzi powietrze ze słońca
Słowo zachodzi w po słowie

Z mroku dociera głos serca
Na przekór
Jakimś cudem
Coś do kogoś dochodzi

Jakby całkiem nie było
Wszystkich zaszłości niezaszłych
Wszystkich nadziei niedoszłych

13.

Cóż po po
ezji co nie o
cala ani ani
ani mani
ani mnie?

14.
To nie poezja to tylko oniemiała proza
To nawet nie jest proza to jest nieme nic
Mniejsze najmniejsze bynajmniejsze nic
Nieme niemiejsze jaknajniemiejsze

15.
Co do tego całego zapisywania mojego niepisania co to jest nie do końca niewygodnym niedopasowaniem do nieusytuowania w swoim nieswoim może własnym ale czy na pewno życiu na trajektorii zniżkowej to ono ciągle nieproszone chyłkiem wraca jak czkawka uparta żeby je zamknąć na klucz w zdaniu żelaznym zadaniu zarazem pustopełnym i na zmianę we wszystkich możliwych niuansach choć tego dużo za dużo we mnie dla mnie na cokolwiek ponadto. Ale może za mało.

16.
A do ogrodu do którego
Którego nie było
Którędy
Ano tędy owędy

17.
Bo ja Mironie
ronię
ironię

W sercu jak w dzwonie
dzwoni mi
dzwoniście
Stoję
słowa stroję

na stronie
naj
nieoczywiściej!

18.
J.F.

Był tylko ciut ciut większy wszyscy pamiętamy
mały śmieszny o głowę mniejszy niż Bieta
w śmiesznym berecie z antenką
pomyślcie pomyślcie po
eta

Był ciut ciut większy niż pamięć
aż tyle pamięci
żydowska i romska i nasza własna
ta prawie zapomniana
źle pamiętana
i było jeszcze coś co nijak ująć w słowa
bo to od boga

Był albo i nie był
sobą?

19.
W.S.

Czy
leżąc na kanapie
bezmyślnie gapiła się w sufit
czy
przy biurku gryzła ołówek
czy
i to i to

20.
T.K.

nosiwoda choć zamknięty w przestrzeni koromysła
całym życiem się zanosił nie za ciężko nie za szybko
ale nie uronił ni kropli

21.
C.M.

Śpię dużo ale tomasza nie czytam ani
nigdy nie przeczytam bo i po co
czytać jak się z tego czytania nie pisze
ani nawet z życia.

22.
mnie we mnie nie ma – ja już tam nie bywam
chyba że z rzadka i nader niechętnie
ktoś inny za mnie mi życie przeżywa
komuś innemu czas umyka skrzętnie

mnie we mnie nie ma – ja tuż obok staję
i się przyglądam z miną niewiniątka
jak tamten drugi radę sobie daje
i czy nie trzeba będzie po nim sprzątać

mnie we mnie nie ma – jest ktoś całkiem inny
kto mnie ocenia spod zmrużonych powiek
z zimną precyzją rozlicza mnie z win mych
i czy ocalał jeszcze we mnie człowiek

23.
O Boże jakim to Rymkiewiczem poleciało! Jest pod poetą podpoeta poety do wypełniania zobowiązań poetyckich wobec samego siebie i bliźnich nawet jak się nie wie co, nawet jak się nie bardzo wierzy, że coś. Nawet jak się ma to w nosie. Żeby nie wiem co!

 

III

24.
A do tego ogrodu którego nie będzie
którędy i po co?

25.
No to niech będzie tak:
W ogródeczku pod murkiem ławeczka
Na ławeczce dziewczyneczka
W krateczkę sukieneczka
W rączce laleczka

Utulanka ululanka olala

Babuleńka starowinka
O sękatym o kosturku
Wąziuteńką ścieżyneczką tup-tup
Na ławeczce pod murkiem cup-przycup

Utulanka ululanka olala

Wpierw gołąbeczkom
Sypnie okruszkami
a dziewczyneczce prosto w oczy
Latkami

Utulanka ululanka olala

Że aż śniegiem mrozem zawieje
Na zły urok na ułudę wieczną

Utulanka ululanka olala

26.
Wiedziałem, że jak nie wiem z góry, to nie powinienem. Ale i tak zrobiłem co zrobiłem. Skutek był dokładnie taki, jak było do przewidzenia – zmarnowany czas, zmarnowana szansa. Ale przecież napisałem te słowa, a więc może jednak w końcu coś. Bardzo dziwne.

27.
Maszci że tu mój Tomaszku baboplacek
Wypij mi że tę kawusię na ławusię
I wypisz mi wymalujże prosto w twarz
Że aż tylko na kamieniu kamień

Ciuciubabkę mi uciułajż z rodzynkami
Wywołajże burczymuchę prosto z wora
Albo bierzże to co dają bez pytania
Nibynóżką tańcujący krucy fuks

I na zabój zamiłuj zacwałuj
Po minucie pomiłuj zmiłuj
Bo na szego pow szedniego
Na dziś mam dość

28.

6          9
6    9
8
!
9   6
9         6

29.
Cztery
Dwa
Dziesięć
Dziewięć
Osiem
Pięć
Raz
Siedem
Sześć
Trzy
Zero

Czwartek
Niedziela
Piątek
Poniedziałek
Sobota
Środa
Wtorek

Do pary
Trojako
W czwórnasób
Samopiąt
W poszóstnej
Po siedmiokroć!

30.
Żałosna to rozpaczliwość na przekór rozumowi
pisać wbrew niezłomnej niewierze
że ani ocali ani ocaleje

Te słowa oderwane od mowy oderwane od siebie oderwane
od znaczeń oderwane ode mnie smutne mięso na straganie próżności

31.
Że może coś czego o sobie nie wiem
Jakoś samo wyjdzie ze mnie
Że może mi zakwitnie o północy kwiatem paproci
Ale może słomianym wiechciem w bucie

32.
z dłońmi pustymi w ogrodzie w czas zbierania —
nic nie wyrosło

33.
bo nie jest tak że się z czasem składa
w dorzeczną całość
i na jesieni je się dojrzały owoc
z lat poskładanych

bo czasem z czasem czarne dziury
coraz większe
coraz czarniejsze

bo rwie się ciągłość
brakuje pomysłu na życie
brakuje pomysłu na śmierć

(już nie o to chodzi żeby wygrać
ale żeby pojąć porażkę)

34.
Jak trudno ładnie żyć
Jak trudno ładnie pisać
Jak trudno przełożyć
Życie na pisanie

Już niedługo wszystek umrę
I nic po mnie nie zostanie

34.
Jazda stąd, już cię tu nie ma, już wreszcie doczłap do nikąd
Zostaną za tobą małe kupki nadziei.

=============

In October 2013 in New York I attended a poetry reading/concert with Ken Mikolowski reading his poems, and Frank Carlberg & Christine Correa playing and singing them. After returning home with my head full of music, this poem came to me ready to write down. It is in Ken’s poetic style, but I can do nothing about it.

Love

to my wife

why
are
you
suddenly
so
WET
?
HARD
to
under
stand

===================

Pieśń Franciszka

ptaszyna mi z oczu wyziera
to dzióbkiem to kuperkiem

rybka mi usta otwiera
na niedługie kazanie

krówka mi macha skrzydłami
na łące z wiatrakami

świta mi wiara nadzieja
że ja to nie ja

tłum. flv

===================

Odpowiedź Panu Cogito

po drodze wpadnij na małą wódkę
nie ma co się śpieszyć powiedz coś miłego
tej ślicznej panience

z daleka omijaj bohaterów jeśli maska niezłomności
przyrosła im do twarzy są potrzebni
jako przykład lecz życie jest większe

niż ideały podziwiaj budynki kamienie i gwiazdy
lecz kochaj ludzi nie ludzkość zacznij
choć to trudne od pokochania samego siebie

niech cię nie ominie własna słabość głupota i wstyd
będziesz błądzić upadać i wstawać idź
i bądź szczęśliwy

nade wszystko próbuj być szczęśliwy
bo masz do tego prawo i tylko szczęśliwi ludzie
robią coś naprawdę dobrego bądź wierny

samemu sobie idź

 

===================


W 10. rocznicę najazdu USA na Irak odgrzebałem 3 wiersze napisane wtedy, w 2003:

*       *       *

Huczą mi w uszach samoloty na drugim końcu świata
Słyszę jak z gwizdem bomb mowa znów leci w przepaść nowomowy
Ze wszystkich stron gazet bije mnie w twarz twarz nawiedzonego idioty
Z niedowierzaniem patrzę jak się rodzi nowy wspaniały świat

Chociaż i tak nic się nie zmieni i tylko będzie więcej mniej więcej tego samego
i wraca nowe już to przerabialiśmy na nic nicując podszewki
i ci co mają mieć będą więcej a ci co nie mniej więcej to samo
więc skąd ten naraz strach czemu na samą myśl robi mi się słabo czemu

Huczą mi w uszach wybuchy na tamtym początku nowego wspaniałego
a tu na tym czemu wali mnie po mordzie morda dyktatora w aureoli łun

===================

Państwa faszystowskie

Pamięci Wiktora Woroszylskiego

Historia to to co było a nie jest
i już nas nie dotyka
i pamięć nas zawodzi

Że uciekający z faszystowskich Niemiec
i przystający tylko na chwilę w tylekroć opiewanej przez siebie Moskwie
w drodze do USA o których niewiele dobrego
miał do powiedzenia, Bertold Brecht
dość późno znalazł się na czarnej liście
i to nie sławni pisarze intelektualiści
i nawet nie wieczni Żydzi byli zwiastunami nadciągającego walca

Który zaczął się toczyć dużo wcześniej
wpierw na obrzeżach poniżej poziomu percepcji obrazu w telewizorach
w jakiejś zakazanej zatoce za kolczastymi drutami
z bezimiennymi terrorystami o których nikt nic nie wie
(podczas gdy w polu naszego widzenia słońce wschodzi i zachodzi
sąsiedzi są nadal przyjaźni i wszystko jest mniej więcej jak zawsze)
i nikogo z nas to bezpośrednio nie dotyka
i nie przychodzi nam do głowy

Że sianie strachu przed wrogami rzeczywistymi i urojonymi
i nadzwyczajne środki dla naszej obrony
na które nieomal przekonani zgadzamy się prawie bez zastrzeżeń
co najwyżej słabo protestując
niepostrzeżenie przenoszą nas z rzeczywistości do paranoi
i zatacza się historia kołem

Dziś inni Żydzi inni intelektualiści
i bez wyganianych Brechtów trudno na pewno wiedzieć
czy aby już nie żyjemy w państwie faszystowskim

I (prawie) to samo po angielsku:

Fascist Nations

To the memory of Wiktor Woroszylski

History is what was and no more is
this much has been established beyond reasonable doubt

What was done was done to us
and will never be surpassed
or let alone we may do it to others.

History is the art of the oblivion
that Bertold Brecht when escaping from the Nazis
stopped in the communists’ Moscow (whom he praised so much)
only for as long as it was absolutely necessary
on his way to the US (of which not much good
he has ever said) but where he finally breathed freely—
yet he was not at the top of the persecution lists
nor famous writers and artists
nor even the Jews were the first symptoms of the coming calamity

It rather always begins at the fringes
below the level of tv broadcasts and our perception
at some godforsaken bay with terrorists anonymous indefinitely
exercising twelve steps to our freedom behind the razor wire
how little we know while in our full view our children play safe
with the kids of our good neighbors and we go on shopping gossiping
with the sun rising and setting as usual and this ridiculous orange alert
is just ridiculous—anyway nobody cares or has the slightest idea

That these extraordinary measures implemented strictly for our protection
which we almost approved almost without protest almost persuaded
of their utmost necessity imperceptibly turn permanent
and history makes a full swing

Even if today someone else serves as the Jews
and without expatriated Brechts looming prominently on the horizon
how are we suppose to know
that we are not living again in a fascist country

(Boston, May 2003-Riverside, March 2013)

===================

Peloponesko

“i płynął szybko”
Herbert, Dlaczego klasycy

“history is a violent misuse of time”
(historia to brutalne nadużycie czasu)

ich zawsze za dużo
nas zawsze za mało
jeden
najwyżej półtora
z trudem
mieścimy się w sobie

grubymi nićmi zaszyci

szwy się rozłażą pękają
gardła na oścież
wybałuszone gały
oślepiająca ciemność
gwałtowny spokój
i naga prawda z wyleniałym piórkiem w dupie

szybkopływacze i szybkopływaczki
na wyścigi
byle do brzegu

bo jak nie
to
co
po nas

===================

Źdźbło

(do czytania na głos)

źdźbło źdźbło źdźbło
źdźbło źdźbło źdźbło
źdźbło źdźbło źdźbło
źdźbło źdźbło źdźbło

źdźbło źdźbło źdźbło
źdźbło źdźbło źdźbło
źdźbło źdźbło źdźbło
źdźbło źdźbło źdźbło

gdzie źdźbło źdźbło źdźbło?
źdźbło źdźbło źdźbło w źdźbło
gdyby źdźbło nie źdźbło źdźbła
to by było źdźbło niezźdźblone

ż